Druhowie skarżą się na jednostkę z Piaseczna - dlaczego PSK późno dysponuje OSP?
11 Marzec 2010 | powrót
Strażacy ochotnicy alarmują, że wzywa się ich do wypadków drogowych w gminie, gdy jest już właściwie po akcji. - To insynuacje - twierdzą oburzeni zawodowcy.
- Mamy bliżej, ale ludzie muszą czekać, aż zjawi się załoga z Piaseczna. A przecież chodzi o ludzkie zdrowie i życie, liczą się sekundy - przekonują członkowie OSP, z którymi rozmawialiśmy (zastrzegają sobie anonimowość). Według nich takie sytuacje zdarzają się „nagminnie”. Przykłady? Choćby - podają - śmiertelne zderzenia w Moczydłowie (ostatnio) i w mieście na al. Wyzwolenia (wrzesień).
Jak twierdzą ochotnicy, komenda powiatowa zawiadamia ich o wypadkach dopiero wtedy, gdy trzeba posprzątać.
Podkreślają: kilkanaście miesięcy temu dostali od gminy sprzęt do ratownictwa za ok. 40 tys. zł, przeszli też specjalny kurs. - Jesteśmy nie gorzej wyposażeni i wyszkoleni niż Piaseczno, a wykorzystuje nas ono do zamiatania. To może sprzedajmy nożyce i inne przyrządy, a kupmy rowery i miotły? - kpi jeden z druhów.
Ochotnicy są sfrustrowani także dlatego, że ten stan rzeczy - jak sądzą - pogarsza ich wizerunek. - Mieszkańcy dziwią się, że do wypadków w gminie przyjeżdżamy ostatni. Pewnie myślą, że pijani sobie śpimy - zwraca uwagę pożarnik z OSP.
Dodaje, że takie traktowanie przez zawodowców motywujące nie jest. - Nie raz syrena wyrywa nas zza stołu czy z łóżka. Ale w końcu niektórzy w takich chwilach zaczną siebie pytać: Do sprzątania?! I pewnego razu zastęp z Góry Kalwarii nie przyjedzie…
Prywatna interpretacja
Co na to wszystko Państwowa Straż Pożarna? Piaseczyński wicekomendant Mirosław Bosiek nie odniósł się do oskarżeń na gorąco. Stwierdził tylko, że są one „nazbyt daleko idące i mijające się z prawdą” i że sprawę trzeba „rzetelnie wyjaśnić”. Dlatego dwa dni po telefonie „Nad Wisłą” komendant powiatowy Leszek Szcześniak rozmawiał z komendantem gminnym i naczelnikiem OSP.
W oświadczeniu przesłanym „NW” po spotkaniu mł. asp. Szcześniak stwierdził, że obydwaj „jednoznacznie zdementowali insynuacje i zarzuty” (które - jak dodał - „funkcjonariuszy PSP zbulwersowały”).
O pretensjach druhów napisał, że „są jedynie prywatną interpretacją osób o niespełnionych wyobrażeniach o działaniach ratowniczych i własnym bohaterstwie”. Jego zdaniem te osoby „nie są kompetentne do oceny, a przede wszystkim nie dysponują dostępem do udokumentowanych wiarygodnych informacji dotyczących jakichkolwiek działań ratowniczo-gaśniczych prowadzonych na terenie powiatu”.
Szef piaseczyńskiej straży dodał, że współpraca między obydwiema jednostkami „wykazuje zadowalający, wysoki poziom”. Poradził też „Nad Wisłą”, by po „wiarygodne” i „obiektywne” informacje zwracać się do „osób kompetentnych w tym zakresie”.
Poczucie bezpieczeństwa
Problemem zainteresowaliśmy wiceburmistrza. - Pierwsze słyszę, jakoby nasi strażacy byli w pewien sposób pomijani. Sprawdzę, w jakim stopniu kupiony przez nas sprzęt jest wykorzystywany. Jeśli będzie potrzebna interwencja, podejmę ją - zadeklarował Dariusz Zieliński.
- Tak czy inaczej - dodał - uważam, że specjalistyczne wyposażenie jest jednostce bardzo potrzebne. Tu chodzi przecież o poczucie bezpieczeństwa mieszkańców. Nie da się przewidzieć, jaka może być skala wymagających pomocy wydarzeń. A leżymy, przypomnę, na przecięciu dróg krajowych.
Źródło: nadwisla.pl
